вторник, 28 января 2014 г.

Поляк Я́цек Качма́рский посвятил Владимиру Высоцкому "Эпитафию"



     Не буду лукавить, я немного знаю польский язык, но считаю, что даже без знания можно легко понять (и слушая, и читая текст "Эпитафии"), о чём поёт Я́цек Качма́рский (Jacek Kaczmarski) - польский певец, который, к сожалению,  умер десять лет назад. Владимир Высоцкий, чей день рождения недавно отмечали, был и для него кумиром, что ещё раз подтверждает - гениальное творчество не знает границ. Это же можно сказать и о самом Качмарском - его песни, песни борца с несправедливостью, актуальны и сейчас.



Ссылка.

Текст песни на польском языке: 
Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego

To moja droga z piekła do piekła
 W dół na złamanie karku gnam!
 Nikt mnie nie trzyma, nikt nie prześwietla
 Nie zrywa mostów, nie stawia bram!

 Po grani! Po grani!
 Nad przepaścią bez łańcuchów, bez wahania!
 Tu na trzeźwo diabli wezmą
 Zdradzi mnie rozsądek - drań
 W wilczy dół wspomnienia zmienią
 Ostrą grań!

 Po grani! Po grani! Po grani!
 Tu mi drogi nie zastąpią pokonani!
 Tylko łapią mnie za nogi,
 Krzyczą - nie idź! Krzyczą - stań!
 Ci, co w pół stanęli drogi
 I zębami, pazurami kruszą grań!

 To moja droga z piekła do piekła
 W przepaść na łeb na szyję skok!
 "Boskiej Komedii" nowy przekład
 I w pierwszy krąg piekła mój pierwszy krok!

 Tu do mnie! Tu do mnie!
 Ruda chwyta mnie dziewczyna swymi dłońmi
 I do końskiej grzywy wiąże
 Szarpię grzywę - rumak rży!
 Ona - co ci jest mój książę? -
 Szepce mi...

 Do piekła! Do piekła! Do piekła!
 Nie mam czasu na przejażdżki wiedźmo wściekła!
 - Nie wiesz ty co cię tam czeka -
 Mówi sine tocząc łzy
 - Piekło też jest dla człowieka!
 Nie strasz, nie kuś i odchodząc zabierz sny!

 To moja droga z piekła do piekła
 Wokół postaci bladych tłok
 Koń mnie nad nimi unosi z lekka
 I w drugi krąg kieruje krok!

 Zesłani! Zesłani!
 Naznaczeni, potępieni i sprzedani!
 Co robicie w piekła sztolniach
 Brodząc w błocie, depcząc lód!
 Czy śmierć daje ludzi wolnych
 Znów pod knut!?

 - To nie tak! To nie tak! To nie tak!
 Nie użalaj się nad nami - tyś poeta!
 Myśmy raju znieść nie mogli
 Tu nasz żywioł, tu nasz dom!
 Tu nie wejdą ludzie podli
 Tutaj żaden nas nie zdziesiątkuje grom!

 - Pani bagien, mokradeł i śnieżnych pól,
 Rozpal w łaźni kamienie na biel!
 Z ciał rozgrzanych niech się wytopi ból
 Tatuaże weźmiemy na cel!
 Bo na sercu, po lewej, tam Stalin drży,
 Pot zalewa mu oczy i wąs!
 Jego profil specjalnie tam kłuli my
 Żeby słyszał jak serca się rwą!

 To moja droga z piekła do piekła
 Lampy naftowe wabią wzrok
 Podmiejska chata, mała izdebka
 I w trzeci krąg kieruję krok:

 - Wchodź śmiało! Wchodź śmiało!
 Nie wiem jak ci trafić tutaj się udało!
 Ot jak raz samowar kipi, pij herbatę
 Synu, pij!
 Samogonu z nami wypij!
 Zdrowy żyj!

 Nam znośnie! Nam znośnie!
 Tak żyjemy niewidocznie i bezgłośnie!
 Pożyjemy i pomrzemy
 Nie usłyszy o nas świat
 A po śmierci wypijemy
 Za przeżytych w dobrej wierze parę lat!

 To moja droga z piekła do piekła
 Miasto a w Mieście przy bloku blok
 Wciągam powietrze i chwiejny z lekka
 Już w czwarty krąg kieruję krok!

 Do cyrku! Do cyrku! Do kina!
 Telewizor włączyć - bajka się zaczyna!
 Mama w sklepie, tata w barze
 Syn z pepeszy tnie aż gra!
 Na pionierskiej chuście marzeń
 Gwiazdę ma!

 Na mecze! Na mecze! Na wiece!
 Swoje znać, nie rzucać w oczy się bezpiece!
 Sąsiad - owszem, wypić można
 Lecz to sąsiad, brat - to brat.
 Jak świat światem do ostrożnych
 Zwykł należeć i uśmiechać się ten świat!

 To moja droga z piekła do piekła
 Na scenie Hamlet, skłuty bok
 Z którego właśnie krew wyciekła -
 To w piąty krąg kolejny krok!

 O Matko! O Matko!
 Jakże mogłaś jemu sprzedać się tak łatwo!
 Wszak on męża twego zabił
 Zgładzi mnie, splugawi tron
 Zniszczy Danię, lud ograbi
 Bijcie w dzwon!

 Na trwogę! Na trwogę! Na trwogę!
 Nie wybieraj między żądzą swą a Bogiem!
 Póki czas naprawić błędy
 Matko, nie rób tego - stój!
 Cenzor z dziewiątego rzędu:
 - Nie, w tej formie to nie może wcale pójść!

 To moja droga z piekła do piekła
 Wódka i piwo, koniak, grog,
 Najlepszych z nas ostatnia Mekka
 I w szósty krąg kolejny krok!

 Na górze! Na górze! Na górze!
 Chciałoby się żyć najpełniej i najdłużej!
 O to warto się postarać!
 To jest nałóg, zrozum to!
 Tam się żyje jak za cara!
 I ot co!

 Na dole, na dole, na dole
 Szklanka wódki i razowy chleb na stole!
 I my wszyscy tam - i tutaj
 Tłum rozdartych dusz na pół,
 Po huśtawce mdłość i smutek
 Choćbyś nawet co dzień walił głową w stół!

 To moja droga z piekła do piekła
 Z wolna zapada nade mną mrok
 Więc biesów szpaler szlak mi oświetla
 Bo w siódmy krąg kieruję krok!

 Tam milczą i siedzą
 I na moją twarz nie spojrzą - wszystko wiedzą
 Siedzą, ale nie gadają
 Mętny wzrok spod powiek lśni
 Żują coś, bo im wypadły
 Dawno kły!

 Więc stoję! Więc stoję! Więc stoję!
 A przed nimi leży w teczce życie moje!
 Nie czytają, nie pytają -
 Milczą, siedzą - kaszle ktoś,
 A za oknem werble grają -
 Znów parada, święto albo jeszcze coś...

 I pojąłem co chcą ze mną zrobić tu
 I za gardło porywa mnie strach!
 Koń mój zniknął a wy siedmiu kręgów tłum
 Macie w uszach i w oczach piach!
 Po mnie nikt nie wyciągnie okrutnych rąk
 Mnie nie będą katować i strzyc!
 Dla mnie mają tu jeszcze ósmy krąg!
 Ósmy krąg, w którym nie ma już nic.

 Pamiętajcie wy o mnie co sił! Co sił!
 Choć przemknąłem przed wami jak cień!
 Palcie w łaźni, aż kamień się zmieni w pył -
 Przecież wrócę, gdy zacznie się dzień!
  




Комментариев нет:

Отправить комментарий